Menu Zamknij

Kategoria: Pomocni w społeczeństwie

Zmieniać i pomagać sobą

 

 

   Zewsząd słyszymy pejoratywne opinie na temat otaczającej nas rzeczywistości. Lwia część tych sądów wynika raczej z pesymizmu człowieczego, aniżeli z faktów. Mimo tego szarość dnia w istocie nie napawa wielu optymizmem.

 

   Obecnie każda chwila wymaga od nas pewnej inteligencji. Wstając z łóżka, musimy podjąć decyzję czy zażyjemy dawkę kofeiny, czy może rozkoszujemy się bukietem soku pełnym witamin. Później stajemy przed trudniejszymi wyborami. Jak zaprezentować się w pracy? Czy uda nam się szczerością zatrzymać stanowisko pracy? Dlaczego nie wiemy co wybrać?

 

   Kto nie myślał, by to wszystko rzucić i mieć spokój ducha? A ileż to z nas wybrało niewłaściwie, przez co musiało pożegnać się z pracą i comiesięcznym wynagrodzeniem? Ilu ludzi zostało na lodzie z powodu błędów firmy lub aparatu państwowego? Nic nie jest idealne, kapitalizm także ma wady. Coraz mniejsze zapotrzebowanie na siłę roboczą to m.in. wynik postępu oraz wyzysku, gdyż jedna osobowa wykonuje pracę za dwie. A skoro jest więcej chętnych do pracy (wzrost bezrobocia), to i pracodawca ma w kim przebierać i może dyktować niższe kwoty za pracownicze usługi. Ponieważ jednak większość ludzkości zarabia coraz mniej, to i na mniej może sobie pozwolić. Nie zmieni tego nawet postarzanie produktów, albowiem bez środków finansowych niczego ponownie się nie nabędzie. Toteż znacznie mniej osób wydaje tyle pieniędzy co kiedyś, przez co mniej napędza rynek. A ile bogacący się ludzie mogą pozyskiwać te same produkty (z wyjątkiem takich artykułów jak spożywcze czy ubrania)? Oczywiście rzeczy mają się psuć, ażeby pójść i po raz kolejny zakupić daną rzecz, acz nawet bogaci próbują przebierać w towarach, firmach i modelach poszukując trwałości. Nikt chyba nie chciałby pomalować pokoju i kupować meble pod dany sprzęt i musieć go wymienić na inny już za rok. Byłoby to co najmniej uciążliwe i przeciwne ludzkiej naturze, która lubi swoje przyzwyczajenia. Biedniejący zaś (także bogatsi biedniejący) zakupują tylko to, na co ich stać, co muszą mieć, by godnie przeżyć lub choć egzystować. Problem w tym, że mogą wydawać raz po raz mniej…

 

   Tymczasem w pięknych budynkach, pod kopułami nawet ze szkła znajdują się sklepy przeróżnych marek. Czy zima, czy lato w centrach handlowych zawsze jest ciepło. Wystrój ich odbiega od świata tych, którzy pełni są codziennych zmartwień. To jakby azyl, w którym lubimy od czasu do czasu przebywać. Wydaje się, że daje nam to, czego nie mamy. To jednak złudne wrażenie. Nienaturalność to właśnie zamiar takowych miejsc. Ma być inaczej, niż w gruncie rzeczy byśmy sobie tego życzyli. Natura tutaj jest wrogiem. Również plastik, którym płacimy, jest sztucznym tworem. Pomaga nam w wyzbyciu się ograniczeń względem sklepów, otwiera się na nas i… wygodą zachęca nas do wydawania pieniędzy. Łatwiej jest bowiem wydać to, czego nie widzimy. Taką rzekomą wolność dostajemy do momentu, gdy nie usłyszymy, iż brak środków na koncie. Podobnie sprawa ma się z kredytem. Etymologia tegoż słowa ukazuje nam, czym w zasadzie on jest. Kredyt to nic innego jak wiara w to, iż zwrócimy pożyczone fundusze. A czy naprawdę zwrócimy? Tego zwykle w czasie zapożyczania się nie wiemy. Możemy przecież stracić pracę, pieniądze na giełdzie, przeznaczyć ostatni grosz na leczenie bliskiej osoby, albowiem akurat tak się zdarzy, iż żaden ubezpieczyciel ani fundusz zdrowotny nie pokryje walki z tą konkretną chorobą. Zatem zawieszenie płatności w sklepie przekonuje nas do zakupu, natomiast płatność gotówką – zniechęca, bo widzimy, co tracimy.

 

   Jaką więc przedstawiamy wartość, podążając śladami niczym owieczki za swoim pasterzem? Czy mamy możliwość wyboru? Czy nie czas wyzwolić się z tej niewoli? Choć wykonano wiele, abyśmy poczuli się wyjątkowi, to de facto więzi się nas, wręcz traktuje jak osadzonych. Dodatkowo wykorzystuje się fakt, iż mury więzienne są niedostrzegalne przez gros istot ludzkich. Może czas wziąć swoje życie we własne ręce, a nie tylko wierzyć, iż faktycznie to się czyni? Inaczej nadal będziemy uwięzionymi w kreowanym przez innych świecie.

 

   Dobrym pierwszym krokiem jest dzielenie się z innymi. Komuś się może zdaje, iż dając coś potrzebującemu, od razu się traci. Nie jest to jednak takie oczywiste. Nim jednak rozwiniemy ten temat, zastanówmy się czy pomagać. Z jakich powodów chcemy podarować drugiemu człowiekowi uśmiech na twarzy? Z pewnością już wielokrotnie przekonaliśmy się, iż nasze podatki nie zawsze docierają w miejsca, w które powinny. Czy więc dalej powinniśmy czekać, aż ktoś za nas coś wykona? Jeśli chcemy zmienić świat, zacznijmy od siebie i swojego otoczenia. A jak to jest w istocie, chcemy czy nie?

 

   Po głębszym przemyśleniu możemy zadawać sobie pytanie: „Jak pomagać?”. Wiemy przecież, iż w świecie ludzkim czają się oszuści, którzy czy to z biedy, czy nawet bardziej z lenistwa wybierają taki sposób na szybki zarobek. Poza tym w mediach zewsząd jesteśmy bombardowani informacjami o tym, jak ten, ta, tamten i tamta potrzebują pomocy. Przy okazji namnożyły się różne firmy charytatywne, a zwykle i tak o pieniądze tam wpłacone potrzebujący z bliskimi muszą zawalczyć. Jeśli ktoś jest zaradny lub ma kogoś takiego w pobliżu, to przeważnie kłopotu nie ma. Sytuacja ma się gorzej, gdy brak takiego znajomego. Warto więc znaleźć bezpośredni np. e-mailowy kontakt do potrzebującego i zapytać się czy ma już taką pomoc. Jeśli nie ma problemu z otrzymaniem funduszy, które dla niego wpłacają ludzie, a które są mu niezbędne do funkcjonowania, to śmiało można czy to wpłacać pieniądze, czy skorzystać z formy 1% podatku. Jeśliby jednak taki kłopot istniał, warto znaleźć kogoś, kto może pomóc. A może ktoś wśród nas dobrze się na tym zna?

 

   Innym sposobem podania ręki jest zbieranie nakrętek do napojów. Można je później przekazać tym, którzy mają szlachetny cel. Przykładem jest ekipa Zakrętki.info. A może w najbliższych szkołach, ośrodkach edukacyjnych naszych dzieci i dzieci znajomych zbierane są plastikowe zakrętki? Myślę, że wielu z nas może poświęcić trochę miejsca w piwnicy, strychu czy mało używanym pokoiku albo w sporej szafie, aby jeno wesprzeć innych. Lepiej chwalebnie pozbyć się tych śmieci, skoro jest tylko ku temu okazja. Dzięki temu sprzyjamy naturze, albowiem plastik ten poddawany jest recyklizacji (recykling). Jednej rodzinie, zbierającej te przedmioty, wydawać się może, iż zebrała niewiele, aczkolwiek warto, aby pamiętała, iż nie jest jedyną zbierającą familią. Tym samym możliwe, że tych obiektów okaże się wystarczająca liczba, aby pomagać.

 

Nakrętki od napojów

 

   Podopiecznymi Zakrętki.info są zwykle młodzi Polacy – dzieci. Toż one nie wybrały ani nie stworzyły systemu, w którym przychodzi im prosić o wyciągnięcie pomocnej dłoni. Gdyby świat był skonstruowany inaczej, możliwe, iż dzieciaki te miałyby zapewnione podstawowe rzeczy. Zwróćmy uwagę na słowo „rzeczy”. W dobie, kiedy zakłady pracy mają nadmiar chętnych rąk do pracy, ubodzy (także i pracujący, ale biedniejący) często nie mają wszystkich niezbędnych funkcjonalnych obiektów. Jeśli mogą, biorą kredyty, ażeby tylko móc najzwyczajniej w świecie egzystować.

 

Nie wrzucaj idei recyklingu do śmietniska 

 

   Jak jeszcze można wspierać tych, którzy tego potrzebują, a wespół z nami stanowią siłę, gdy jednoczy nas zamiar polepszenia otoczenia? Najlepiej rozejrzeć się wokół siebie, popytać znajomych i znaleźć kogoś ubogiego. Tej osobie może z trudem wystarczać na czynsz, a już nie starczać na leki. Wtedy zakupując żywność w supermarkecie czy sklepie przy domu poszukajmy promocji typu 2 w cenie 1. I jeden produkt przekażmy tej osobie. Oczywiście nim się nie wyżywi, ale gdy znajdziemy kilka takich towarów w tej promocji (czasem w kilku sklepach), to wtedy nic nie stracimy, a pomożemy. Bywa też, iż jeśli kupimy więcej, to i więcej otrzymujemy. Sklepom zależy na tym, byśmy sami od razu zjedli wszystko (a najlepiej, żeby niezjedzone się zepsuło) i zawitali do nich ponownie i kupili nawet inny artykuł. Wtedy i potrzebujący, choć wyda mniej, bo biedny, to jednak zostawi trochę złotówek, i my, którzy bierzemy dużo i albo nie zjadamy wszystkiego, albo – co gorsza – jemy, przez co przyzwyczajamy organizm do zjedzenia coraz większych porcji i za coraz więcej płacimy. Potem częściej odwiedzamy siłownię lub lekarza. Przypomnijmy sobie, ile jedzenia wyrzuciliśmy, bo się zepsuło albo nie byliśmy już w stanie zjeść. A ile zjedliśmy tylko dlatego, żeby się nie zepsuło? Ile wydaliśmy na ćwiczenia, leki, aby tylko zrzucić zbędne kilogramy? Czy nie warto kupować z rozsądkiem, a sport traktować jak coś przyjemnego, a nie tylko kojarzyć z rzucaniem zbędnych kilogramów tłuszczu?

 

   Jeżeli chcemy przeznaczyć na coś trochę własnych pieniędzy, to nie lepiej na pokarm dla głodnego? Kupujemy wtedy rzeczy z długą datą ważności, nawet jeżeli znamy osobę osobiście. Warto też wiedzieć czy ma na coś uczulenie lub są jakieś przeciwwskazania. Mogą być przydatne: kasze gryczane, makarony, ryże oraz produkty zamknięte jak groszek konserwowy, owoce konserwowane, pasztet i tuńczyk w puszce (tego ostatniego z powodu zawartości rtęci ponoć nie powinny jeść np. osoby z cholesterolem, a zdrowe osoby np. raz na dwa, trzy tygodnie). Jeśli człowieka odwiedzamy częściej, możemy sprawić mu świeże warzywa (na zupę, czy sałatkę), owoce, a nawet twarożki. Przede wszystkim jednak nie zapominajmy (z dużym naciskiem na „nie zapominajmy”), iż warto się popytać czy osoba jest na coś uczulona, czy zdrowie pozwala jej na jedzenie wszystkiego.

 

   Rzecz jasna czasami pomoc może polegać na tym, że zatrudnimy kogoś lub będziemy pomocą w szukaniu dlań pracy. Jednakże pamiętajmy, iż nie każdy może podjąć pracę i nie ze względu na lenistwo i wygodę! Jeśli jednak jest to nasz sąsiad i jest w stanie zamieść np. klatkę schodową pięć dni w tygodniu, to możemy zawrzeć z nią umowę słowną. Osoba zrobi coś dla społeczności, a my dla niej. I wszyscy będą się czuli w porządku wobec siebie.

 

   Oprócz zwykłej pomocy możemy też chcieć wprowadzenia odgórnej pomocy dla bezrobotnych. Jak przekonać rządzących, że miejsca pracy są potrzebne? Tak, jak to bywa w niektórych zachodnich krajach. Każdy, kto utraci miejsce pracy, powinien przez pierwsze dwa miesiące intensywnie szukać pracy. Po tym czasie, jeśli nadal jego sytuacja się nie poprawiła, winien otrzymać kartę (plastik), którą mógłby opłacić żywność i czynsz oraz lekarstwa. Nie mógłby jednak nabywać alkoholu, papierosów czy innych używek. Bezspornie kwota ustalona byłaby na podstawie pewnych wiadomości, chociażby zaleceń lekarza (leki) oraz informacji administratora itp. (czynsz). Państwo utrzymywałoby tę jednostkę tak długo, aż nie znalazłaby się dla niej praca, którą byłaby w stanie wykonywać. Pewnie poniektórzy znają dziwne podejścia urzędników do bezrobotnych, np. drobniutką, niską, młodą kobietę urząd pracy kierował na rozmowę o pracę, by ta rozpoczęła swoją karierę w magazynie sklepu, gdzie nosi się same ciężkie pudła. Toteż istotne jest szukanie pracy odpowiedniej dla danego człowieka. Odmowa przyjęcia odpowiedniej pracy, zwłaszcza np. trzecia, skutkowałaby odebraniem karty. Przy takim systemie winno politykom zależeć na zatrudnionej jak największej liczbie obywateli, gdyż inaczej byłoby krucho z budżetem. Ergo wysiłek rządzących dopiero stanie się realny, gdy o to postarają się sami wyborcy, czyli my – zwykli ludzie. Najlepiej bowiem dla nich jest, gdy nie widzimy problemu zubożałych bezrobotnych lub pracujących za „zapomogę” oficjalnie na pół etatu. Oni już nie od dziś starają się, byśmy nie dostrzegali bezdomne dorosłe dzieci alkoholików czy ludzi mniej zaradnych, acz nadal o wspaniałych sercach, którzy mogą nam pomóc w staraniu się, byśmy sami nie stawali się biedniejsi, zwłaszcza nasze dzieci, wnuki. Jeśli niczego nie zrobimy, to sporo z ich potomstwa już może nie być, a nasze będzie tam, gdzie teraz oni. Chyba że będziemy liczyć na przychylność losu, że akurat nasze dzieci będą tymi, którym się poszczęści, którym uda się wygrać w totolotek lub wziąć ślub z dobrą partią. Co jednak, jeśli nasze dzieci też popełnią błędy, a mają do tego prawo? Im biedniejsze, tym mniej im życie wybaczy. Bez odpowiednich środków do życia przecież nie otworzymy własnej działalności, nie zdobędziemy kolejnych kwalifikacji, a i te nie gwarantują zdobycia pracy, nie odbijemy się od dna, chociaż możemy być nader utalentowani. Chyba że zaczniemy kłamać i kraść, ale to tylko rujnuje relacje międzyludzkie. To nawet sprzyja tym, którzy chcą wykorzystywać nas do swoich celów i prowadzić ślepo jak stado. Pozostaje nam jeszcze wygrana na loterii lub spotkać na swojej drodze osobę mogącą i chcącą nam pomóc. Nie liczmy na to!

 

   Dlaczego więc warto byśmy nie bacząc na innych, na tych, którzy z uwagi na pełnioną funkcję powinni pomagać, sami zaczęli działać? Ograniczone zaufanie oraz włączenie myślenia powiązanego z działaniem na rzecz umacniania społeczności, która wyłącznie razem jest na tyle silna, by przeprowadzić poprawnie właściwe reformy, które w przyszłości są nieuniknione. Wystarczy spojrzeć ilu Włochów, Polaków, ilu ludzi innych narodowości zachodnich wyjeżdża w poszukiwaniu pracy np. do Wielkiej Brytanii, aby zrozumieć, iż kapitalizm zapędza się w kozi róg. Im bogatszy kraj, tym lepiej się trzyma, ale też do czasu. Nie trzeba być wielbicielem Karola Marksa czy Fryderyka Engelsa, by zauważyć, iż wynagrodzenia zachodnich pracowników od pewnego czasu stoją w miejscu (może nieco wzrastają, ale częściej maleją), natomiast ceny co pewien czas wzrastają. Stanowisko niezmienne, następne lata przepracowane, a płaca często podobna do tej w pierwszym roku naszej pracy. A to i tak przyjmując, iż pracujemy latami. A ile jest przypadków, iż osoba odchodzi na emeryturę, a na jej miejsce zatrudniana jest następna i po umowie próbnej zostaje ze znacznie mniejszą pensją niż poprzednik? I oto pracownikowi z podobnym wynagrodzeniem przychodzi się starzeć, chyba że go wymienią na innego. Tedy pozostaje jedynie nadzieja, że się utrzyma posadę.

 

   W przeszłości próbowano zmienić ten system przemocą. Czyż nie lepiej dobrem i pomocą?

 

Bądźmy pomocni

 

Na przestrzeni lat

Świat się zmienił

A ludzie na ziemi

Wciąż nie mogą się zmienić

I docenić samych siebie

zamiast pomóc w potrzebie

Jeden drugiego chce pogrążyć

I za wszelką cenę

Dąży, by napełnić własną kieszeń

Coraz wyżej pnie się…

Fragment piosenki „Ludzie przeciwko ludziom” zespołu Fenomen.

 

 

   Z Nowym Rokiem każdy ma nowe cele. Jedni chcą wspinać się po górach, drudzy grają z myślą o wzbogaceniu się, inni inwestują, jednocześnie wierząc, iż dzięki temu spełni się ich życiowy cel. Każdy do czegoś dąży, wyznacza sobie sens życia. Rzadko kto żyje dla samego życia. Wśród nas są tacy, których najbliższym celem jest wyjazd i zabawa w czasie ferii, zimowego urlopu albo żeby dobrze wypaść w karnawale, w czasie kuligów, dyskotek. Inni myślą o cieplejszej porze roku, o palmie w ręku czy święceniu koszyczka. Ach, ta romantyka wiosenna! Aż chce się skakać z bungee, a może z bungy (czyt. bandżi)…

 

   Jednak koło nas istnieją ludzie, którzy myślą o bardziej przyziemnych sprawach, choć zapewne nie są pozbawieni marzeń. Jedni myślą tylko o pieniądzach. Inni o przeżyciu kolejnego dnia. Szczególnie realia życia tych drugich są nieco inne od naszych. Ich celem jest sprawić, ażeby każdy dzień ich rodziny był pełen uśmiechu i spokoju o najbliższy czas. Oni wiedzą czym jest adrenalina. Nie sportowa, ale ta związana z samym życiem. Nie potrzebują jazdy pod wpływem alkoholu czy uprawiania sportów ekstremalnych. Nie grają na giełdzie. Zresztą nie mają za co. Niektórzy z nich mają na tyle szczęścia, że zainteresują się nimi odpowiedni ludzie, telewizja, prasa. Reszta musi radzić sobie sama.

 

   Często o nich słyszymy, ale nie wiemy jak pomóc. Owszem, są firmy charytatywne, ale zwykle tylko za sprawą mediów w jakimś stopniu możemy poznać potrzebujących. Bez wątpienia powinniśmy jednak wiedzieć, że nasza pomoc trafia tam, gdzie naprawdę jest niezbędna.

 

   Jednymi z takich ludzi są kochający rodzice, którym zależy na szczęściu ich chorych dzieci. Jak wszyscy opiekunowie i im zależy na utrzymaniu dobrej kondycji córek. Żaden przecież rodzic nie chce, ażeby ich maleństwa chorowały. Ci ludzie jednak zdają sobie sprawę, iż rzeczywistość odbiega od pobożnych życzeń.

 

   Zosia i Antosia są bliźniaczkami zmagającymi się z chorobą Canavan. To nieuleczalna choroba (http://pl.wikipedia.org/wiki/Choroba_Canavan)! A mimo niej wciąż pokonują przeciwności losu i są szczęśliwe.

 Zdjęcie maleństw

Fotografia: Zosia i Antosia
Źródło: http://www.zosiaiantosia.pl/

 

   Urodziły się w maju 2009 roku, w 34 tygodniu ciąży. Antosia otrzymała 9 punktów w skali Apgar, a Zosia zasłużyła na 8. Oczywiście z powodu wcześniactwa nie miały lekko. Musiały odwiedzać różnych specjalistów, ale dały radę. Niestety, w 5. miesiącu życia jeszcze nie trzymały główki. Były wiotkie! Zaniepokojeni rodzice zwracali na to uwagę przy wizytach u lekarzy, ale ci twierdzili, iż to efekt wcześniactwa i jedynym lekarstwem jest czas. Opiekunowie jeździli od neurologa do neurologa. W końcu w dzień przed pierwszymi ich urodzinkami padła szokująca diagnoza – mózgowe porażenie dziecięce.

 

   Rozpoczęła się intensywna rehabilitacja, jednakże bez pożądanych efektów. Chorujące odwiedzały różnych specjalistów i znów nikt nie widział nic niepokojącego. Naturalnie oprócz samych rodziców, najbliższych osób maleńkich pacjentek. Rodzice nie poddali się, poszli za intuicją! Drążyli temat. Dzięki temu trafili do Poradni Genetycznej w Instytucie Matki i Dziecka w Warszawie.

 

   Odbyło się wiele badań. Minęły miesiące pełne nietrafionych diagnoz. Wreszcie dziewczynki znalazły się na oddziale wspaniałej Pani Profesor. Tam po dwóch dniach padła trafna diagnoza. W sumie opiekunowie tych wspaniałych istotek czekali 2 lata, by usłyszeć, że chorują one na chorobę Canavan.

 

   Rodzice nie mieli czasu na chandrę. Musieli walczyć z postępującą chorobą! Tak jest do dziś. Dotychczasową rehabilitację zamieniono na leczenie poprzez zabawę, co zapewnia dziewczynkom więcej radości. Nie ma niczego piękniejszego dla rodzica jak szczęście jego własnego dziecka. Tutaj chodzi o dwójkę dzieci. Dotychczas dążono do samodzielności Zosi i Antosi. Teraz już wiadomo, iż chodzi o jak najdłuższe utrzymanie kontaktu z dziewczynkami. To walka o każdy dzień! O to, by dziewczynki jak najlepiej przeżyły swoje życie.

 

   Zarówno dziewczynki, jak i ich rodzice to naprawdę wyjątkowi ludzie, którzy cieszą się każdą darowaną im wspólną chwilą. Wbrew szarej rzeczywistości, choroby ukochanych dzieci, rodzice się nie poddają i z całych sił walczą o lepsze jutro. Obydwoje pracują, płacą podatki. Mijając ich na ulicy, człowiek nie jest świadomy tego, przez co przechodzą. To silni ludzie, często uśmiechnięci. Zarażają radością życia. Są świadomi, że w największej mierze, to od nich zależy jakość życia Zosi i Antosi.

 

   Aby mogli się dłużej cieszyć sobą, a opiekunowie swoją radość przekazywać maleństwom, warto odwiedzić ich stronę:

http://www.zosiaiantosia.pl

 

oraz wspomóc. Możemy przyczynić się do ochrony zdrowia tych dwóch istotek! Tym bardziej, iż polski system nie zawsze jest wydajny. Wystarczy przeznaczyć 1% podatku. To naprawdę dla nas niewiele, a dla nich wszystko.

 

 

   Niejeden z nas jest szczęśliwym rodzicem i ma radosne dziecko. Podzielmy się tym szczęściem z ludźmi, którzy muszą o nie zabiegać, w przeciwieństwie do nas, mocniej każdego dnia. Przeczytajmy o chorobie Canavan i dzielmy się tym, co sami mamy. Po prostu czujmy empatię – bądźmy dobrymi ludźmi. Nie oczekujmy od siebie przenoszenia gór. Zacznijmy od tego, co najłatwiejsze i przecież takie przyziemne.

 

 

Ważne! Z rodziną jest również bezpośredni kontakt dostępny na ich (podanej wyżej) stronie! Jeśli nie możesz pomóc jednym procentem podatku, to może wespół z tą wspaniałą familią znajdziecie inny sposób. Istotne, że jest kontakt. I…, że my – ludzie, którzy chcemy pomagać innym, nie przechodzimy wobec takich spraw z obojętnością. Prawda?

 

Dwa lata zmagań z systemem zdrowotnym i jeszcze więcej z chorobą, najpierw w niewiedzy – Czyż dziewczynki nie zasługują na radosne życie, a rodzice na spokojne, na tyle ile to możliwe, rodzicielstwo? Każdy kiedyś powinien odetchnąć i poczuć, czym jest wspaniałość istnienia.

Z pewnością wielu ludzi mogłoby się uczyć od tej rodziny cierpliwości, wytrwałości i… rodzicielstwa.

 

 

Niezbędne informacje (do przekazania 1% podatku) pobrane ze strony rodziny:

 Screenshoot z danymi ze strony potrzebującej rodziny

 

Screen ze strony int. potrzebującej rodziny z przykładowo wypełnionymi danymi

 

 

 

 

Od zespołu Werbalnik:

 

 To wspaniała rodzina. Pomagając, warto jednak pamiętać, że…

   Praca i pomoc to poświęcenie się dla innych nie tracąc samemu szczęścia i nie popadając w przelotne przyjemności. To zarażanie innych szczęściem, ale będąc z dala od tych, którym się pomaga i nie wiedząc o tym, co się dla nich czyni.

Źródło: http://kamelia.jogger.pl/

 

   Zatem pomagajmy nie po to, by być dobrymi lub oczekując czegoś w zamian, ale dlatego, że takimi właśnie jesteśmy. A jesteśmy, zgadza się?

 

 

Najważniejsze informacje znajdują się w pliku PDF, kliknij tutaj → klik, ażeby go pobrać.

Translate »