Menu Zamknij

Napisz list do koleżanki i oznajmij w nim, iż „Ania z Zielonego Wzgórza”, której autorką jest Lucy Maud Montgomery, to interesująca książka

 

Wadowice, 21.11.2014

 

Droga Natalko!

 

   Niezmiernie dziękuję za Twój list, ponieważ wywołał on długotrwały uśmiech na moich ustach. Czytałam go kilkakrotnie i za każdym razem wyobrażałam sobie, iż towarzyszę Ci w wycieczce do Częstochowy. Niesłychanie fascynująco przedstawiłaś tamte wydarzenia. Na nieszczęście, nie miałam możliwości pojechania z Tobą, choć bardzo mi na tym zależało. No cóż, gdybym nie przeziębiła się… – sama wiesz.

 

   Jedno z Twoich pytań dotyczy tego, jak spędzam ten czas, a drugi jak się czuję. Otóż czuję się bezradna. Nie mogę wyjść z domu, samodzielnie nalać sobie herbaty czy pograć na PS4. Tak, nieco się nudzę. Przede wszystkim wtedy, kiedy zostaję z babcią, czyli od rana do południa. Mama wcześniej wraca z pracy, około 14.00 jest już w domu, więc wtedy jest mi raźniej. Gra ze mną w gry planszowe i inne, które mi pokazała w czasie tejże choroby. Zaletą ich jest to, że nie trzeba wychodzić z łóżka. Ogółem staram się przebywać w nim jak najdłużej. Wyjątkami są przykładowo potrzeby fizjologiczne czy wywietrzenie pomieszczenia, które ma miejsce pięć razy dziennie. Ojciec-lekarz dba, aby temperatura w moim pokoju nie przekraczała 20 st. C. i nie była mniejsza niż 18 st. C. Dzięki temu lepiej mi się oddycha i czuję się o niebo lepiej, niż w kuchni, gdy przyrządza się posiłki. Osamotniona najpierw rozmawiałam z babcią, później jednak, kiedy tematy się skończyły, rozwiązywałam krzyżówki, ale i te znużyły mnie. Próbowałam rozwiązywać zadania matematyczne, ale po pół godzinie efekt ten sam. Nic mnie nie cieszyło. Wciąż tylko te leki, babcine zalecenia i wypocenie się, a później trochę wolnego czasu i wszystko od początku. Nudy, nudy i jeszcze raz nudy. W końcu postanowiłam sięgnąć po książkę, choć dobrze wiesz, że mam wstręt do czytania, rzecz jasna z wyjątkiem Twoich listów.

 

   Z półki wyciągnęłam pierwszą lepszą, byle zanurzyć wzrok w literkach. Już to było ciekawsze niż bezczynnie leżeć i liczyć baranki, by może przysnąć w środku dnia. Moim oczom ukazały się wielkie litery „ANIA Z ZIELONEGO WZGÓRZA”. Dobrze, że to nie internet, wówczas Caps Lock oznaczałby złamanie netykiety, a lepiej być grzecznym użytkownikiem i nie krzyczeć wśród innych. Pod tym tytułem znajdowały się dane autorki: Lucy Maud Montgomery. Od razu stwierdziłam, że choć tytuł jest zapisany w języku polskim, to pisarka nie może być Polką. Otworzyłam i zaczęłam czytać pierwsze, drugie i następne wersy tekstu. Nie dość, że zaintrygował mnie tytuł pierwszego rozdziału „Zdumienie pani Małgorzaty Linde” (Czym to tak można się zdziwić?), to po chwili już się zastanawiałam, dlaczego nie słyszałam nigdy o takim mieście jak Avonlea.

 

   Gdybyś mogła mnie widzieć, jak szybko przewracałam kartki i z jakim zafascynowaniem przyszło mi się zmierzyć, gdy mama prosiła mnie na obiad. Powiadam Ci, ciężko jest zwalczyć własną ciekawość. I pomyśleć, że rudowłosa, piegowata lolitka tak mnie zaintrygowała. To wszystko przez jej obłąkane myśli!

 

   Po powrocie do łóżka nie interesował mnie kolejny odcinek ulubionego serialu tylko to, jak minie Ani pierwszy dzień w szkółce niedzielnej. Może nie było mnie przy Tobie, ale za to towarzyszyłam Ani w jej życiowych zmaganiach. Muszę przyznać, iż życie jej nie oszczędzało, los nie był dla niej łaskawy. Nie dość, że straciła wcześnie rodziców, to tułała się po sierocińcach, by wreszcie trafić do domu poważnych ludzi dorosłych, którymi okazało się rodzeństwo Cuthbertów. To było zrządzenie losu, gdyż oni oczekiwali osieroconego chłopca, który byłby w stanie pomóc im przy pracach rolniczych. Mimo to starsi ludzie zatrzymali ją, a podlotek szybko przyzwyczaił do nowego miejsca.

 

   Dziewczę błyskawicznie pokochała opiekunów i Zielone Wzgórze. Według niej obszar ten był najpiękniejszym na globie. Wybitnie rozwinięta wyobraźnia Ani ustanawiała romantyczne nazwy pobliskich miejsc i roślin, przykładowo droga wiodąca na wzgórze określona została jako Biała Droga Rozkoszy. Cieszyły ją takie drobnostki jak okoliczna zieleń, krajobraz wzgórz czy nawet zwykły staw. Rzadko kto w naszym wieku cieszy się z takich zwykłych, oczywistych rzeczy.

 

   Nie myśl, Natalko, iż mam tu Ciebie na myśli. Wręcz przeciwnie! Bardziej siebie, a że jestem osobą, którą mało co cieszy, przekonałam się w czasie tej choroby. Zrozumiałam to jednak dopiero w czasie poznawania tej lektury. Jakże wspaniałe okazały się cechy tytułowej postaci. Jak każda z nas ma swoje humory, ale i niesamowicie bogate życie wewnętrzne. Do tego dochodzą szalone pomysły, które próbuje wdrożyć. I tak oto nie mogąc dłużej spoglądać w lustrze na swoje rdzawe kołtuny, postanawia przefarbować włosy na czarno, lecz farba kupiona od handlarza-podróżnika przynosi zgoła inny – raczej niechciany – wynik, jako że sprawia, że włosy stają się zielone. Produkt niezgodny z ustną umową przyczynia się do potrzeby ścięcia jej kędziorów.

 

   Teraz możesz sobie wyobrazić, droga Natalio, ile musiała tłumaczyć dziewczynce Maryla, by ta trzpiotka wyrosła na dobrą i mądrą kobietę. Nie żałowała jednak, iż przyjęła ją pod swój dach. To odpowiedzialna z niej starowinka i różniąca się od wielu kobiet zamieszkałych na tamtym terenie. Jakże była ona niepomiernie radosna, kiedy Ania zdobyła stypendium. Do samego końca nie była przekonana, że je otrzyma i mówiła, że wspaniale jest walczyć i zwyciężać, ale równie dobrze jest walczyć i przegrywać. Kochana Przyjaciółko, my – młodzi często tak mówimy innym, ale często myślimy inaczej, gdyż chcemy wygrywać zawsze i z każdym, a przecież to nie tędy droga. Istotne, że się próbuje, prawda?

 

   Nadmienię Ci jeszcze o tym, że bohaterkę tejże wyjątkowej powieści, podobnie do Ciebie, prześladowało fatum. Pech objawiał się tym, iż poczęstowała znajomą winem zamiast sokiem, albo zamiast wanilii do ciasta dodała waleriany. Wiesz, walerianę lubi obwąchiwać Twój kot i od razu o nim pomyślałam.

 

   Z tego, co już tutaj napisałam, z łatwością się zorientowałaś, iż książka przypadła mi do gustu i nie ukrywam, w największej mierze sprawia to sama dziewczyna, której imię widnieje w tytule. Przyznam szczerze, iż chciałabym być na tyle odważna, by zostać tak szczerą marzycielką jak ona. Niestety, świat dorosłych nie zmienił się na lepsze, nadal nie możemy mówić, co naprawdę myślimy. Wyobraź sobie teraz, że mówisz sąsiadce prawdę, co myślisz o jej plotkowaniu albo nauczycielce o tym, iż mogła popełnić błąd przy sprawdzaniu testu. Oczywiście osobiście takich problemów nie mam, ale przecież dobrze wiesz, co jest wokół i z jakimi przeciwnościami losu zmierzają się nasi rówieśnicy. Podziwiam ją więc za prawdomówność, a dodatkowo za chęć zdobywania wiedzy i niezałamywaniem się, gdy coś dzieje się nie po jej myśli.

 

   Mimo innej epoki wciąż ważne są dla nas stosunki z innymi jak przyjaźnie, miłość czy relacje z dorosłymi. Zagadnienia te wydają się ponadczasowe, gdyż w dalszym ciągu nas ciekawią i sądzę, iż już tak zostanie. Jesteśmy stworzeni, by żyć w grupie, więc i więzi są dla nas cenne. Podoba mi się to, iż pisarka nie zapomniała poruszyć tak ważnych aspektów dla ludzkości.

 

   Mam cichutką nadzieję, że i Ty zapoznasz się z dziełem Lucy Montgomery. Naprawdę warto sięgnąć po tę powieść! Polecam i nie zapomnij o tym, szczególnie gdy nadchodzi nuda. Życzę Ci przyjemnych momentów spędzonych z tytułową panienką.

 

 

Ciepło pozdrawiam

Roksana

 

P.S.

Niedługo wybieram się do biblioteki, żeby wypożyczyć drugi tom przygód rudowłosej, czyli „Anię z Avonlea”. Tak, książek o niej jest więcej, zresztą autor „Przygód Tomka Sawyera”, czyli Mark Twain nazwał kreację stworzoną przez panią Lucy najukochańszym dzieckiem literackim od czasów „Alicji w Krainie Czarów”. Czyż to nie słodkie?

 

Translate »